- A TEJ CO SIĘ STAŁO? - Chapel wskazał głową na kobietę w eleganckiej garsonce. - KTO TO W OGÓLE JEST?
- Szefowa. Nervik. - Jenny przeczesała palcami włosy; musiał przyznać że lubił jak to robiła. - Ma stresującą pracę.
- A CO JEST STRESUJĄCEGO W SZEFOWANIU W TYM BARZE? - upił mały łyk - LUBIĘ TE WĘŻE NA TWOJEJ GŁOWIE.
- Nervik ma bardzo odpowiedzialne stanowisko. - Barmanka odwróciła się w stronę kolejnej klientki i przyjęła zamówienie.
- TE, LAMPKA. CO JEST ODPOWIEDZIALNEGO W TYM STANOWISKU?
- logistyka.
- A SKĄD ANIOŁ MOŻE WIEDZIEĆ, ŻE LOGISTYKA JEST TAKA WAŻNA?!
- Nervik przypomina mu o tym każdego dnia - odpowiedziała Jenny.
- Znów Zaczynacie. Mamy Tyle Ważnych Spraw Na Głowie, A Wy Się Sprzeczacie O Ważność Logistyki - westchnęła robiąc kwaśną minę. - Dzieci Umierają Z Głodu, Pragnienia, Chorób...
Chapel nie wiedział czy ma się roześmiać czy jej powiedzieć coś do słuchu, więc zamilkł na chwilę. Nervik musiała być naprawdę wyjątkową osobą. Rozwiany włos, dziki wzrok, kwaśna mina. Choć nie mógł być pewien. Widział ją dopiero pierwszy raz. Jednak rzuciło mu się w oczy, że ani Jenny, ani Lampka nie stroją sobie z niej żartów. Lampkę jeszcze rozumiał, w końcu był aniołem. Ale Barmanka? To było do niej niepodobne.
- DLACZEGO NIE NABIJASZ SIĘ Z NIEJ? JENNY? - spytał patrząc jej prosto w oczy, zawsze wtedy przymykała powieki.
- Nervik ma stresującą pracę. - powtórzyła po raz kolejny - Nie ma sensu jej denerwować.
Nie wiedział czemu, ale przyznał jej rację. Jej oczy potrafiły czasem bardzo sugestywnie patrzeć. Teraz widział w nich jedno: "Nie dzisiaj".
Nie wchodziłam zwykle do pokoju Jenny gdy spała, miała lekki sen, a jak się budziła, od razu zaczynała doprowadzać do kłótni. Lubiła z perwersyjną przyjemnością słuchać jak na nią krzyczę. Naprawdę czasami była niezwykła. Drzwi były uchylone, na świecie słońce już dawno wisiało na niebie, jak na złotym łańcuchu, przybite do błękitno-białej tapety. Spała mrucząc coś pod nosem. Lampka kucał na metalowej ramie łóżka i czytał książkę. W promieniach słonecznych wyglądał jak anioł, którym zresztą był. Pióra unosiły się w pokoju.
- Nie śpisz? - szepnęłam aby jej nie obudzić.
- nie bywam śpiący - odpowiedział nie otwierając ust, to czasami było denerwujące.
- To chyba mało wygodna pozycja - stwierdziłam; wiedziałam, że mnie bolałyby nogi.
- ona tego nie mówi, ale chce aby ktoś na nią patrzył i pilnował - uśmiechnął się łagodnie.
- A gdyby ktoś inny Cię poprosił?
- jestem aniołem stróżem, nie chłopcem do wszystkiego. - uczył się ironii.
- Touche Lampka - spojrzałam z uznaniem - To dlatego, że zszyła Ci skrzydła jak spadając zahaczyłeś o drut kolczasty?
- nie - przewrócił stronę - po prostu, wiem że to potrzebne.
- Lubisz ją?
- nie wiem co to oznacza w waszym języku. - machnął na mnie ręką sugerując abym wyszła.
Wyszłam. Jenny mogła się obudzić, a ja nie miałam ochoty się z nią kłócić.
Jenny usłyszała huk, szklanki zabrzęczały, wszystko się zatrzęsło. Za oknem widać było łunę. Gdzieś niedaleko, nie potrafiła określić skąd. Po chwili wszystko ucichło, tylko ogień płonął dość mocno. Lampka wyszedł aby zobaczyć co się stało; wrócił po chwili z dość zafrasowaną miną i usiadł przy barze.
- Co się stało?
- był wybuch, ulicę dalej - odpowiedział; widać było że smuci go to.
- Wybuch... - zamyśliła się na chwilę.
Drzwi otworzyły się cicho, bez skrzypnięcia. Nie zauważyła nawet jak osoba, która przed chwilą weszła, stanęła przy barze. Nie była pewna czy to kobieta czy mężczyzna. Postać ubrana była w długą kurtkę w kolorze khaki, kaptur na głowie, twarz miała zasłoniętą zieloną chustą, arafatką. Położyła dłoń na ladzie. Jednak kobieta. Miała oparzone opuszki palców. Jenny dotknęła końcówką paznokcia i uśmiechnęła się życzliwie. Nowa historia, nowa opowieść. Po chwili zaczęła mieszać drinka. Dodała tam ogień, trochę prochu, mleko i LSD. Dziewczyna wzięła szklankę i przyjrzała się jej pod światło. Odchyliła lekko chustę, jednak niewiele to pomogło. Światło w Korova Milk Bar było mdłe, a ona pochyliła się tak, że cień kaptura ukrył jej tożsamość.
- Dlaczego wysadziłaś tamto miejsce?
- NiE wysadziłaM. - mruknęła pijąc - TO byłA myśL.
- Koktajl Mołotowa, co tam spłonęło?
- KoktajlE MołotowA mogĄ paliĆ tylkO policyjnE samochodY. MyślI mogĄ zwalaĆ Z piedestałóW.*
- Jak masz na imię?
- RewolucjA. - odpowiedziała miłym, miękkim głosem. - PożeraM swojE własnE dziecI.
(Koktajl Mołotowa - Włochaty)
Było spokojnie. Żadnych wybuchów na ulicach, żadnych krzyków, żadnych awantur. Rewolucja dzisiaj siedziała za ladą, rozchełstana, z odchyloną chustą. Na twarzy i ciele widać było ślady przemocy. Siniaki, zadrapania, otarcia. Na oku miała opatrunek, trochę brudny od krwi. Obgryzała jakąś kosteczkę z surowego mięsa i zapijała to mlekiem z prochem. Chapel leżał na barze przyglądając się jej, Jenny odwrócona tyłek wybierała kolejne fiolki do swoich opowieści. W końcu Chapel nie wytrzymał.
- CO JESZ? - spytał zaciekawiony.
- FanatykA - odparła Rewolucja wycierając usta wierzchem dłoni.
- NIE LUBIŁAŚ GO? - ocieranie kropelek krwi z kącików ust było hipnotyzujące.
- AleŻ wręcZ przeciwniE. UwielbiałaM gO. - wgryzła się po raz kolejny.
- TO DLACZEGO GO ZJADASZ?
- Rewolucja pożera swoje ukochane dzieci. - wyjaśniła Jenny stawiając przed nim szklankę. - Prawda Rewolucjo?
- PrawdA - przeczesała palcami włosy w kolorze zakrzepłej krwi
Chapel tylko pokiwał głową. To miało sens. Zafascynowany wpatrywał się w kobietę zjadającą drugą dłoń fanatyka.
Jenny nigdy nie chorowała, nie miała nawet kataru. Za to ja chorowałam bardzo często. Zwykle wtedy zostawiała mi na stole garść tabletek, gorący rosół i mleko z miodem i czosnkiem. Potem okazało się, że nie mogę jeść miodu, więc Jenny zniechęcona porażką przestała przygotowywać mi ciepłe mleko. Zamiast tego przygotowywała mleko z nożem w Korova Milk Bar. Jak dzisiaj.
- yuriko znów jest chora - stwierdził Lampka przewracając kolejną kartkę.
- Tak, ona zawsze choruje. To u nas podobno rodzinne.
- TY NIE CHORUJESZ - odezwał się Chapel, który już od jakiegoś czasu przyglądał się Rewolucji, bawiącej się swoimi dreadami w kolorze zakrzepłej krwi.
- Mam szczęście. - odpowiedziała Jenny z lekkim uśmiechem - Rewolucjo, opowieść dla Ciebie.
- DziękI. - upiła łyk - AcH, pamiętaM jakbY tO byłO wczoraJ. RobespierrE, DantoN, ChE. IcH ciałA smakowałY jaK tO mlekO.
- kto to był che? - spytał Ochroniarz.
- NIE ZNASZ CHE GUEVARRY? - Chapel był wyraźnie zdziwiony.
- widziałem go na kubkach, szklankach i koszulkach. to jakiś aktor czy piosenkarz?
- To rewolucjonista - wyjaśniła Jenny kładąc mu dłoń na ramieniu - Ale ja go nie znałam.
- A jA pamiętaM gO tylkO zE zdjęciA - zaśmiała się Rewolucja - CommendantE ChE GuevarrA.
- MOWIŁAŚ, ŻE GO ZJADŁAŚ. - Chapel się naburmuszył jak dziecko, które usiłują okłamać.
- A bO jA pamiętaM kogO jadłaM? PosiłeK jaK posiłeK.
Jenny spojrzała na półkę. Szklanka z commendante stała zakurzona. Ktoś jej kiedyś przyniósł na prezent.
Tylko huk wystrzałów i brzęk tłuczonego szkła odbijał się echem w uszach Jenny. Schowała się za barem, bała się. Tylko głupi by się nie bał. Lampka stał przed nią, gotowy skoczyć do gardła każdemu, kto by chciał zaatakować. Na jego twarzy nie było żadnych emocji. Szefowa nerwowo obgryzała paznokcie, a Chapel właśnie kończył drinka. Sytuacja robiła się coraz bardziej nieciekawa. Do Korova Milk Bar po chwili wpadła Rewolucja. Wpadła było wyjątkowo dobrym słowem, dosłownie wleciała przez szybę tłukąc ją na setki tysięcy kawałeczków. W dłoniach miała dwa glocki. Z plecaka wyjęła kilka pistoletów i rzuciła za ladę.
- NO dzieciakI, mamY starciE Z kłamczuchamI. - zaśmiała się uroczo.
- Zwariowałaś - warknęła Jenny biorąc broń do ręki.
- jenny, odłóż - Lampka odsunął ją.
- PIERDOLIĆ TO! ALE BĘDZIE IMPREZA!!!
Nie minęła minuta gdy świsnęły kule. Rewolucja roześmiała się po raz kolejny i wymieniła magazynki. Strzelała patrząc rozbieganym wzrokiem dookoła.
- JAKIM CUDEM NIE KRWAWISZ, PRZECIEŻ OBRYWASZ?!
- JesteM ideĄ, ideE sĄ kuloodpornE!
- Jenny Nie Jest - wyszeptała Nervik trzymając Barmankę na kolanach; dziewczyna oberwała w ramię, krwawiła - Zabierzmy Ją Stąd.
- zanieś ją na zaplecze.
Nervik zaciągnęła Jenny do pomieszczenia, obandażowała ranę mrucząc do siebie.
- I Kto Tu Jest Winny? Oni Czy My? Wszyscy Jesteśmy Winni. To Wszystko Zaszło Za Daleko. Duma? Wstyd? Tak Bardzo Się Staramy, Umieramy Na Próżno. Jesteśmy Ślepi I Rozmarzeni. Obyś Nie Była Naszą Ofiarą Jenny, Kto Będzie Wtedy Robił Drinki?
- zachciało ci się strzelać - mruknął Lampka, nie zmieniając wyrazu twarzy ani na jotę.
- MaM tO wE krwI - wyjęła z plecaka parę butelek, jedną rzuciła Chapelowi - CzaS nA małY wybucH, bO siĘ nigdY niE odczepiĄ.
- DAWAJ!
- ZagramY W "RaZ, dwA, trzY. BabA JagA patrzY"! - wzięła w dłoń butelkę i podpaliła kawałek materiału, który z niej wystawał. - RaZ!
- DWA!
- trzy.
- PatrzY!
Rzucili. Koktajle Mołotowa wyleciały przez zbitą szybę i rozbiły się w pobliżu strzelających. Śmiech Rewolucji zagłuszył potężny huk. Po chwili wszystko ucichło. To był koniec.
- TO dzwońciE pO policjE. - podniosła się i otrzepała ze szkła i kurzu - IdĘ coŚ zjeśĆ.
- TRZEBA TU BĘDZIE CO NIECO POSPRZĄTAĆ.
- najpierw jenny. - mruknął Ochroniarz i wolnym krokiem ruszył na zaplecze.
Barmanka leżała na starym materacu, krew przestała się sączyć jakiś czas temu. Wszędzie było czuć zapach prochu i spirytusu. Nervik wytarła ręce i pociągnęła kolejny łyk z butelki. Była już nieźle pijana. Chapel usiadł pod ścianą i obejrzał kurtkę. Była trochę brudna. No nic, trzeba będzie się tym zająć później. Lampka usiadł przy Jenny. Była przytomna, ale blada jak zjawa. Jej śniada skóra była teraz prawie porcelanowa.
- chapel zawiadom yuriko. ona się zna na szyciu ran. - lekko wyciągnął dłoń w stronę włosów Jenny - żyjesz.
- Żyje - zgodziła się z trudem - Cholernie boli.
- Upadliśmy. Chcieliśmy Wszystkiego, Nic Nie Mamy.
- SKOŃCZ Z TĄ DEPRESYJNĄ GADKĄ. JUŻ PO WSZYSTKIM - warknął Chapel dzwoniąc do Yuriko - TE YURIKO, POSTRZELILI JENNY. PRZYJEDŹ.
- To będzie dobra historia - wyszeptała Barmanka - Będzie z tego dobry drink.
- oszczędzaj się.
- Skąd znasz takie słowa? - uśmiechnęła się z trudem.
- oglądam filmy kryminalne.
Nervik tuliła do siebie butelkę. Ta dzielnica nigdy nie była spokojna, ale dziś. Pokiwała głową. Opowiadają kłamstwa, sprzedają alibi, oddają całą nienawiść, w której się mnożą. Wyolbrzymiają małe tragedie. Ta może nie była wielka, ale patrzyła na swoją pracownice i miała ochotę wypić więcej niż zwykle.
Jenny leżała w łóżku. To była pierwsza noc, gdy nie poszła do pracy. Lampka i Nervik cały dzień uwijali się jak w ukropie starając się przywrócić w pubie jako taki porządek, w końcu Szefowa z ciężkim westchnieniem zamówiła ekipę remontującą. Narzekała przy tym, że z pewnością są niesolidni, pijani i mają wygórowane stawki. Ochroniarz się wtedy nie odzywał. A Barmanka leżała w łóżku, dostając ciężkiej nerwicy. Zdążyłam się z nią pokłócić już kilka razy, przez co dopadła mnie migrena. Zadzwoniłam do Lampki, aby się nią zajął. Z nim się nie kłóciła, pewnie dlatego, że Ochroniarz nigdy nie tracił cierpliwości. Można było powiedzieć, że ma ją wręcz anielską.
- jak się czujesz? - spytał kucając na żelaznej ramie.
- Nudzę się - ziewnęła.
- pytałem czy cię boli.
- Boli - mruknęła i wyjęła mu z rąk książkę. - Jak pub?
- nervik zatrudniła ekipę od remontów.
- Co z Chapelem i Rewolucją?
- nie widziałem ich - westchnął - proszę oddaj mi książkę.
- Przeczytaj mi bajkę - mruknęła trochę poirytowana; Lampka nie dawał się sprowokować.
- jak się denerwujesz, to marszczysz nos - zauważył i zaczął kartkować w poszukiwaniu jakiejś bajki.
- Dziś potrzebuje fałszu o pięknej księżniczce i księciu, co żyli długo i szczęśliwie - przyłożyła policzek do poduszki - Wszystko mnie boli.
- wiem jenny.
Nie zdążył przeczytać trzeciego zdania gdy zauważył, że Jenny już śpi.
- i żyli długo i szczęśliwie. chociaż to bujda.
- Wracasz do nieba? - spytała usiłując się podnieść z łóżka, ale nie byłą w stanie.
- nie wracam.
- Dlaczego?
- tu mi się podoba. - otworzył książkę sygnalizując koniec rozmowy.
Niebo to za mało, bo jeżeli się tam dotrze, będzie tylko kolejny błękit.
"Sheila, masz skórę, która jest żywą tkaniną. Sheila, Sheila. Masz brunatne ramiona, ciepłe, oplatające jak węże, szyje kochanka. Poprzez nią siatka jasnoróżowej krwi. Sheila, spojrzałaś w ciemno. Rzęsy dotknęły tego.."
Lampka wyłączy radio; Jenny spała, a gdy ją budzono bywała wyjątkowo denerwująca. Zdążył się o tym przekonać, gdy zadzwonił Chapel. Mówił coś nie do końca składnie o tym, że pije gdzieś z Rewolucją i będą szlajać się po mieście, dopóki Barmanka nie wyzdrowieje i znów nie otworzą Korova Milk Bar. Słyszał w tle pijackie piosenki śpiewane przez Rewolucje. Jenny wybudził wtedy dzwonek telefonu. Przez następne dwie godziny usiłowała chociaż odrobinę zdenerwować Lampkę, a gdy się jej to nie udało wydęła ciemne usta i znów poszła spać, wyjątkowo poirytowana. Pierwszy raz w życiu nie mogłam podnieść się z łóżka i było to dla niej irytujące, oczywiście nie tak bardzo jak dla otoczenia. Yuriko unikała wchodzenia do jej pokoju, Nervik wpadła raz czy dwa i zrezygnowała, stwierdzając że posyłanie kwiatów, czekoladek i chińskiego żarcia w zupełności wystarczy. Zostawili biednego anioła na pastwę Barmanki. Ale teraz spała. Czarne włosy, ciemna skóra kontrastowały z bielą pościeli. Lampka czasem zastanawiał się czy Jenny nie jest Brazylijką, albo Meksykanką, a może Indianką. Ale nigdy nic nie mówiła. Nachylił się nad nią i pocałował w skroń, a potem cicho wyszedł z pokoju.
- Jak ona się czuje? - Yuriko siedziała przy oknie paląc papierosa.
- śpi - podobno były siostrami, chyba nawet bliźniaczkami, ale wydawało mu się to tak mało prawdopodobne. Yuriko miała raczej azjatycką urodę.
- Wyprowadziła Cię już z równowagi? - dziewczyna zaśmiała się cicho i zaciągnęła srebrnym dymem.
- wydaje się jej, że jest na dobrej drodze, ale się myli.
- Lubisz ją - stwierdziła - Musisz ją lubić, inaczej byś nie wytrzymał w jej towarzystwie pięciu minut.
- chyba tak - zgodził się i poszedł do kuchni po herbatę, którą zawsze gotował w wielkim, pięciolitrowym garnku.
Lubił ją. Tak, tego zdążył się już na ziemi nauczyć. Miała brunatne, ciepłe ramiona. Jak spała, wyglądała prawie niewinnie.
Jenny czuła się już lepiej, a to oznaczało, że dzisiejszą noc spędzi w Korova Milk Bar. Ekipa uwinęła się szybko i ku zdziwieniu Nervika wykonała pracę solidnie, za niewielkie pieniądze. Jednak czujna Szefowa i tak doszukiwała się wszędzie podstępu. Lampka nie protestował gdy marudziła, nie protestował też gdy Barmanka zarzuciła na zdrowe ramię torbę i ruszyła wieczorem do baru. Poszedł razem z nią. Otworzył drzwi stalowym kluczem, nie lubił mosiądzu. Dziewczyna stanęła za barem, wyjęła fiolki z opowieściami i zaczęła mieszać drinki. Zaraz zjawi się Chapel i Rewolucja, dzwonił że przyjdą. Może będą Zakochani. Klientów nie zabraknie. I rzeczywiście, w środku nocy jak zwykle gwar i szepty. Śmiechy i łzy. Magia historii, które podawała Jenny. Chapel wpadł z Rewolucją, tak jak zapowiedzieli. W dobrych humorach.
- JAK RAMIĘ?! - spytał biorąc pierwszy łyk. - NIEZŁE.
- Lepiej - odparła i podała szklankę Rewolucji.
- NudnO nA mieściE. NiC siĘ niE dziejE. - rozparła się na krześle.
- wystarczająco dużo wrażeń jak na jeden raz - dodał szeptem Lampka.
Chapel patrzył to na Jenny, to na Rewolucje. Sam nie mógł zdecydować, która podobała mu się bardziej. Obie miały w sobie coś, co kazało na nie patrzeć. Były interesujące. Zerknął na Lampkę. Ich oczy spotkały się na chwilę. Chapel uśmiechnął się trochę złośliwie, poznał sekret anioła.
Lampka coś notował na marginesie książki, gdy patrzył na Jenny. "Ty jesteś w moim tętnie, we mnie powstajesz najgłębiej i każdy oddech na mrozie krzepnie, przypomina, że jesteś - znów odeszłaś ode mnie. Nie umiem powiedzieć słowem, nie słowem tęsknie, ale rękoma zamykającymi przestrzeń, ale krwią obmywającą ręce,ale krwią obmywającą ręce." Barmanka była tak odległa gdy mieszała historie.
- TE LAMPKA - Chapel podszedł do Ochroniarza.
- słucham? - ten podniósł głowę z nad książki.
- ZNAM TWÓJ SEKRET - zaczął konspiracyjnym szeptem.
- jaki? - zdziwił się Lampka.
- JESTEŚ LUCYFEREM! - stwierdził tryumfalnie.
- bzdura - Ochroniarz znów pochylił się nad książką.
Chapel pokiwał głową. Wiedział na pewno. Lampka był Lucyferem, który spadając z nieba do piekła, zabłądził po drodze i trafił na ziemię. Ciapowaty musiał być, swoją drogą, że zgubił taką prostą drogę. Przecież to były tylko setki tysięcy kilometrów w dół, żadnych zakrętów czy skrzyżowań. Ciekawe czemu Jenny i Yuriko się nim zajęły. Barmanka nie wyglądała na dobrą samarytankę, a Yuriko ostatnimi czasy nie wykazywała niczym zainteresowania. Rewolucja roześmiała się złośliwie, widząc że się nad czymś zastanawia. Od razu się otrząsnął, może rzeczywiście nie było sensu tego kontemplować, chociaż było to bardzo ciekawe. Podszedł do baru i usiadł, stuknęli się z Rewolucją drinkami.
- JENNY, LAMPKA TO LUCYFER. - powiedział głośno, Lampka nawet nie podniósł głowy.
- Wiem - odpowiedziała Barmanka notując coś na serwetce. - I co w związku z tym.
- TOŻ TO PAN PIEKIEŁ, CO ON TU ROBI?
- Zabłądził, Wszyscy Gubimy Swoją Drogę. To Takie Tragiczne... - westchnęła Nervik obliczając przychody.
- A TA ZNOWU MARUDZI. CZY TY KIEDYŚ SIĘ UŚMIECHASZ?
- Kiedy Nie Pada Deszcz - posłała mu smutny uśmiech i wróciła do pracy.
- ONA CHYBA MA NAD GŁOWĄ BURZOWĄ CHMURĘ. - upił łyk.
- ZajmujesZ siĘ pierdołamI - mruknęła Rewolucja - A jaK naweT jesT władcĄ piekieŁ, tO cO?
- W TAKIM RAZIE DIABEŁ TO PIERDOŁA RUSKA. JAK MOŻNA BYĆ TAKĄ CIAPĄ, ABY ZGUBIĆ DROGĘ Z NIEBA DO PIEKŁA. TO PROSTO W DÓŁ.
- jak się chce, to można się zgubić. - wtrącił Lampka.
- JAK MOŻNA CHCIEĆ SIĘ ZGUBIĆ? - spojrzał na Jenny. - OK, JUŻ WIEM JAK MOŻNA.
Lampka westchnął teatralnie. Jenny zrobiła dziwną minę, chyba tylko ona jedna nie wiedziała o co w tym wszystkim chodzi. Wróciła do notowania.
Jenny powoli zaczynała szykować się do wyjścia. Lampka gdzieś znikł, zapewne pojawi się za kilka minut, z resztką zanikającej powoli światłości na twarzy. Ale na razie go nie było. Zebrała książki ułożone w słupku przy krześle, na którym zwykł siedzieć. Z jednej z nich wypadła kartka w kratkę, zapisana ładnym, okrągłym pismem. Uśmiechnęła się jak Ewa, która zerwała właśnie zakazany owoc i była o krok od ugryzienia soczystego jabłka. Zerknęła na litery, wyrazy, zdania. W pewnym momencie przygryzła wargę. Poczuła się dziwnie. Nawet nie zauważyła, że piosenka w radiu z popowej zmieniła się w poezję śpiewaną, a Lampka stał tuż przed nią. Wyciągnął rękę w znanym jej geście. Aby oddała mu notatki. Zwykle tak robił, gdy zabierała mu książki.
- Przepraszam. - mruknęła, oddała kartkę i odwróciła się plecami; ruszyła w stronę zaplecza.
- jesteś na mnie zła jenny. - stwierdził i zebrał książki do sztruksowej torby.
- Nie jestem - wyszli razem z Korova Milk Bar, słońce właśnie zaczynało swoją mozolną wędrówkę na szczyt świata. - Szkoda, że tak rzadko je widuję - wskazała głową na nieśmiało powiększającą się złocistą kulę.
- wygląda jak neon. - zamknął drzwi.
Droga nie była długa, ale też nie była krótka. Ot taka w sam raz. Trzymała rękę na temblaku, ziewała, była senna. Lampka szedł o krok za nią. Słońce powoli wpełzało w jego włosy, tworząc w nich coś na kształt aureoli. Odwróciła się i spojrzała na niego.
- Teraz naprawdę wyglądasz jak anioł - uśmiechnęła się trochę krzywo. - Czemu wszyscy wiedzieli, a ja nie?
- nie wiem - odparł całkiem szczerze - nigdy nie pytałaś.
- Romantyczny demon, tak jak z Doktora Fausta. - rzuciła odrobinę ironicznie. - Ale nie spadłeś.
- nie spadłem. - zgodził się.
- Więc nie jesteś demonem - podała mu zdrową rękę - Chodź, senna jestem.
Gdyby spojrzała na niego zobaczyłaby niedostrzegalny uśmiech w błękitnych oczach samego Władcy Piekieł, Ochroniarza w Korova Milk Bar.
Chapel siedział przy barze popijając drinka. Tym razem nie był zbytnio rozmowny, choć starał się sprawiać wrażenie, takie jak zwykle. Bawił się skórzaną bransoletką. Przesuwał ją pa nadgarstku, zapinał, rozpinał, zdejmował, wkładał, podrzucał. Ćwieki odbijały mdłe światło lamp. Dzisiejsza noc była cicha, w Korova nie było nikogo prócz Ochroniarza, Barmanki i Szefowej na zapleczu. I był on. N. Chapel. Pijący mocnego drinka i bijący się ze swoimi myślami. Jenny pochyliła się nad nim.
- Stało się coś? - spytała z wystudiowanym zainteresowaniem.
- JUŻ NIC - podniósł głowę; oczy, przedtem jakby nie obecne odzyskały swój blask - STARA HISTORIA. WŁAŚNIE SIĘ SKOŃCZYŁA.
- Daj mi ją. Kiedyś zrobię z niej drinka.
- będzie cierpka. - mruknął Lampka.
- LUBIĘ CIERPKIE. NIECH BĘDZIE. - otworzył usta i wyjął z nich opowieść - MASZ JENNY.
- Dziękuję.
Otworzyła fiolkę, błękitny dym wypełnił jej wnętrze. Po chwili zaczął się zmieniać, kolory przeplatały się, jakby uwolnili tęczę. Chapel znów się uśmiechał; drzwi do baru zaczęły otwierać się coraz częściej. Coraz więcej gości siadało na skórzanych, czerwonych kanapach. Bar znów napełnił się gwarem i magią historii. Jenny stała za barem, jak co wieczór przygotowując drinki. Chapel pił i zabawiał towarzystwo. Lampka czytał książkę, co jakiś czas zerkając na Jenny. Nervik siedziała na zapleczu z butelką absyntu i planowała kolejną strategię marketingową. Rewolucja... Ona? Zapewne pożerała kolejne dzieci. Noc jak każda inna noc. W tym miejscu, gdzieś w gorszej dzielnicy, w szarym mieście.
- NARYSUJ JEJ KARTKĘ Z SERDUSZKIEM! - roześmiał się Chapel patrząc na Lampkę.
- ma urodziny? - ochroniarz przewrócił kartkę.
- WALĘ-TYNKI BYŁY.
- Skoro Były To Już Nie Ma. - Nervik pociągnęła nosem. - Jenny...
- Tak Nervik?
- Dostałaś Jakąś Walentynkę?
- Można tak powiedzieć - uśmiechnęła się oszczędnie i wróciła do mieszania opowieści.
Rewolucja spała na kanapie, rozłożona na całej jej długości. Co chwila pochrapywała i mamrotała coś przez sen. Chapel przyglądał się jej z rozbawieniem. Kręciła się, kopała powietrze, biła niewidzialnych wrogów. Uśmieszek na ustach był niezmywalny. Co mogło się jej śnić? Czyżby kolejna rewolta? Palenie samochodów? Czy walka ze swoimi demonami? Jednak z drugiej strony, czy rewolucja miała demony? Mdłe światło rzucało cienie na twarze klientów Korova Milk Bar. Jenny obserwowała ukradkowo, zastanawiając się co dzisiaj jej opowiedzą.
- LAMPKA. JESTEŚ ANIOŁEM, TAK? POWIEDZ MI CZYM JEST DUSZA? DLACZEGO ŚNIMY?
- Chapel, Twój drink - Barmanka podstawiła mu pod nos wysoką szklankę; ciecz wyglądała jak mleko zabarwione kilkoma kroplami krwi.
- nie wiem czym jest dusza. nie mam jej. - Jenny włożyła mu w dłoń szklankę, nie podniósł wzroku, ale wiedziała, że na nich patrzył - nie sypiam, nie wiem czemu wy śnicie.
- JENNY?
- Dusza To Maszyna, Sny To Jej Paliwo - wymamrotała Nervik popijając mleko z absyntem.
- Nie wiem - Barmanka odwróciła się plecami, aby sięgnąć na półkę po karton. - Nie pamiętam swoich snów.
Padało. Cały świat był przemoczony do ostatniej komórki, nitki, listka i czego tam się jeszcze dało. Chlapano wodą na wszystkie możliwe strony w Korova Milk Bar. Jenny stała za barem i z lekko kpiącym uśmieszkiem przyglądała się Lampce, który dzielnie mopem usiłował powstrzymać powódź błota, powiększającą się wprost proporcjonalnie do liczby klientów. W końcu poddał się z ciężkim westchnieniem i usiadł na swoim krzesełku w kącie, zaczął czytać książkę. Nie liczyła która to już w tym tygodniu. Ochroniarz wykazywał niezwykłą chęć do czytania wszystkiego co wpadło mu w ręce. Była ciekawa, czy gdyby podała mu książeczkę BHP tez czytałby z takim zainteresowaniem.
- GDZIE JEST YURIKO? - spytał Chapel bawiąc się parasolką przy drinku.
- Ostatnio jest zajęta, rysuje komiks.
- NiE wydawałA siĘ byĆ zainteresowanA czymkolwieK, w ogólE. - parsknęła Rewolucja.
- yuriko to artystka, pracuje razem z wolverinem nad scenariuszem. - życzliwie wyjaśnił Lampka nie podnosząc głowy z nad książki.
- ARTYSTKA - SZMISTKA! POWINNA CZĘŚCIEJ TU BYWAĆ, OD RAZU BY MIAŁA TONĘ POMYSŁÓW. JENNY, POWIEDZ JEJ TO.
- Nigdy mnie nie słuchała, tak jak ja jej - przygotowywała kolejny drink.
Chłopak, który go zamówił siedział przy barze, niedaleko Rewolucji. Wpatrywał się w nią zafascynowany. Jenny go znała. Był małym, nieznaczącym kimś. Znaczy, starał się być ważny i wielki, co manifestował zwykle zmianą koszulek i naszywek. Czasem zapuszczaniem, lub goleniem włosów do gołej skóry. Był już chyba każdym, tak jej się przynajmniej wydawało. Zapisywała każde jego wcielenie na barowych serwetkach, aby potem przygotowywać drinki. Jednak każda historia była przesycona fałszem i nawet psychotropy w mleku nie były w stanie zabić kwaśnego smaku drinka. Coś mówił do siebie. Chyba o spaleniu Babilonu i walce z systemem. Jenny uniosła brew, trudno było za nim nadążyć. W zeszłym tygodniu szpanował najnowszym modelem Ferrari. Nervik szepnęła jej coś na ucho. Po chwili Barmanka roześmiała się gardłowo. Głośno, na tyle, że aż Lampka podniósł głowę. Dzieciak wyszedł.
- Z CZEGO SIĘ ŚMIAŁAŚ?!
- Z kalejdoskopu przekonań - otarła łzy śmiechu.
- I CO W TYM ŚMIESZNEGO?
- Tego, że pomimo swojej zmienności i tak ciągle jest taki sam.
- DZIECIAK? - wskazał głową na wyjście.
- Jego kalejdoskop zmienia swoje ułożenia, ale nigdy kolory.
- A TWÓJ ZMIENIA?
- jej jest niezmienny - mruknął Lampka - jenny to barmanka, zaklęta w jednej chwili.
- TA waszA filozofiA. - jęknęła Rewolucja, zaczynała trzeźwieć.
- wszyscy jesteśmy niezmienni, zaklęci w sekundzie. tak jak archetypy - wrócił do czytania.
Słońce nieśmiało wybijało się zza chmur, wiosna była coraz bliżej. W sumie nie dało się tego określić, zima w tym roku nie przyszła. Chyba wzięła urlop. Jenny siedziała przy barze, świtało. Leniwym ruchem wycierała szklanki. Ziewnęła cicho, zasłaniając usta. Lampka właśnie pakował książki do torby. Przyglądała mu się chwilę. Promienie słońca padły na włosy mężczyzny, teraz wyglądał jak prawdziwa lampka. Lśnił. Podniósł głowę i uśmiechnął się do niej. Chapel od razu zauważył co się święci, dopił swojego drinka i ruszył do wyjścia. Po drodze poklepał Lampkę po ramieniu i mruknął, w miarę cicho jak na niego.
- NIE CZEKAJ. TAKA OKAZJA NIE ZDARZA SIĘ CZĘSTO.
- nie wiesz o czym mówisz - Lampka tylko wzruszył ramionami - jenny?
- Tak? - głos Ochroniarza wyrwał ją z zamyślenia, zarumieniła się. Był pewien, że nawet tego nie zarejestrowała.
- zamykamy.
- A, tak zamykamy. - wyciągnęła z kieszeni jeansów mosiężny klucz.
Przekręciła go w zamku i słysząc ciche klik wolnym krokiem ruszyła przed siebie. Lampka jak zwykle szedł o krok za nią. Pokonywali tą samą drogę co zawsze, jednak tym razem dodano do niej nowe akcenty. Parę bławatków na klombie postanowiło wyrosnąć sobie właśnie tego poranka. Ukucnęła przy nich i przyglądała się im.
- Lampka, czy to prawda, że na wiosnę ludziom odbija? - spytała odwracając głowę w jego stronę.
- podobno, ale medycznie tego nie stwierdzono - po raz pierwszy był wyraźnie rozbawiony, Jenny zmarszczyła brwi.
- Śmiejesz się ze mnie. - mruknęła.
- nie z ciebie, z tego jak to określiłaś. uważasz, że ci, hmm, odbiło? dlaczego?
- Bo idzie wiosna, wtedy jest najwięcej samobójstw i ludzie się zakochują.
- masz zamiar się zabić czy zakochać? - kucnął przy niej.
- Obawiam się, że nie mam za bardzo wpływu na to co chcę. Wiosna. - usiadła na skrawku murku, który otaczał klomb.
- jestem ciekaw czy aniołom też, jak to mówisz, odbija.
- A tobie też odbiło? Masz zamiar się zabić czy zakochać.
- nie mogę się zabić - zerwał jeden z bławatków - a co do zakochania, to też niemożliwe, bo zdarzyło mi się zimą.
- Dziwny z ciebie książę ciemności. - westchnęła i zabrała mu kwiatek.
- tak, to zabijasz się czy zakochujesz? - uśmiechnął się do niej, trochę inaczej niż zwykle, bardziej diabelsko.
- Życie mi się podoba - pocałowała go w policzek - Idziemy, senna jestem.
- mówisz, że na wiosnę ludzie się zabijają.
- Nie wytrzymują presji otoczenia. - ziewnęła - Ale to nie mój problem w sumie.